AKTUALNOŚCI

Niedzielne spotkanie z HOSPICJUM

Dziś w naszej parafii gościła pani AGATA MORAWSKA wraz z koleżanką TERESĄ, która jak sama powiedziała „przyszła do nas ze swymi bohaterami”… Cóż to za bohaterowie?

„Dzięki uprzejmości księdza proboszcza w kolejnej wiosce, to już chyba jest trzydziesta któraś z kolei  przyszłam do Was z moimi bohaterami. Bohaterami moich książek, jakże prostymi ludźmi, jakże pokornymi i jakże ubogimi, ale oni mieli coś, czego i mogli im pozazdrościć najwięksi bogacze –  mieli niesamowitą wiarę i bardzo kochali Pana Jezusa Chrystusa.  

Ja spotkałam ich wszystkich, poznałam ich, a miałam tą możliwość, że spędziłam w jednym z małopolskich hospicjum 10 lat. To żadna moja zasługa tylko dzięki dobroci dobrego Boga tam trafiłam i tam zostało moje serce na wiele, wiele lat. Żeby ci piękni bohaterowie nie poszli w niepamięć wraz z ich śmiercią, bo i na to nie zasługiwali, a także na prośbę niektórych z nich zaczęłam spisywać takie wspomnienia. Są to wspomnienia krótkie, ale wspomnienia  bardzo wymowne. Ludzka pamięć wiadomo jest czasem ulotna, więc zapisałam te wspomnienia, żeby oni już byli zawsze i żeby odżywiali w sercach tych, którzy będą je czytać. To był 10 lat najpiękniejszego mojego życia. To jest nieprawdopodobne ile człowiek chory, ile człowiek umierający może dać człowiekowi zdrowemu…”

Uśmiechnięta WOLONTARIUSZKA… Może taki jeden z przytoczonych przez panią Agatę przykładów – WOLONTARIUSZEM MOŻNA BYĆ ZAWSZE!

„Bohaterka z mojej książki ona nie była pacjentką hospicjum, ale muszę o niej powiedzieć. Miała na imię Janinka i to była najstarsza wolontariuszka chyba w ogóle na świecie. W Polsce na pewno, na świecie nie wiem – miała 98 lat, a jeszcze przyjeżdżała z takiej ubogiej chałupiny. Rano przyjeżdżała autobusem, taka maleńka przygarbiona. Przyjeżdżała do hospicjum po to, żeby kogoś nakarmić. To było niewiarygodne. Ona koło domku miała taki swój ogródek, więc jak był sezon marchewek to w takich słoiczkach swojej torebusi przywoziła nam marchewkę, żebyśmy miały do zupki. Jak był sezon kwiatów robiła wiązanki i przywoziła nam te kwiatki tak po prostu. To była chodząca mała miłość! Ta chodząca mała miłość miała tyle lat i jeszcze chciała kogoś nakarmić. To jest po prostu niesamowite.

Zawsze miała też jedną bolączkę, zmartwienie. Kiedyś zapytałam – pani Janinko, co pani taka zmartwiona? Ona na to: ”wiesz bo mam kłopot”… Pytam – „jaki, może będę mogła pomóc?” Ona mówi: „słuchaj no bo ja się boję, że jak odejdę w zimę, to kto przyjdzie na mój pogrzeb, ja już taka stara jestem”.  Jana to z uśmiechem – „Pan Jezus na pewno znajdzie czas pani odejśa” i tak też się stało. Pani Janinka odeszła w pierwszy dzień wiosny i było bardzo dużo ludzi na jej pogrzebie”.

Każde świadectwo, podobnie jak w książkach pani Agata kończyła wierszem:

Chodząca MAŁA MIŁOŚĆ ty zawsze uśmiechnięta
Chodząca MAŁA MIŁOŚĆ, taką cię zapamiętam.
Chodząca MAŁA MIŁOŚĆ tyle czyniąca dobrego
Chodząca MAŁA MIŁOŚĆ widziałaś Boga w człowieku.
Chodząca MAŁA MIŁOŚĆ u stóp nieba stanęłaś
Twoja MALEŃKA MIŁOŚĆ w Odwiecznej utonęła.

Tak, to o PANI JANINCE… Może i dla nas myśl… MOGĘ BYĆ DLA INNYCH, POMAGAĆ. Więcej o Pani AGACIE i Jej posłudze hospicyjnej dowiemy się z  poniższego wywiadu.