Pamięć POWSTANIA STYCZNIOWEGO i nasza msza święta za Ojczyznę
Jak co roku mroźna, styczniowa niedziela staje się w naszej parafii i wiosce wdzięczną pamięcią o tych historycznych wydarzeniach.
Zgromadzili się parafianie i goście. Stanęły poczty sztandarowe.











Ksiądz Ariel Stąporek, korzystając z dzisiejszej Ewangelii wskazał na ŚWIADECTWO Jana Chrzciciela o Jezusie. Ten niezwykły człowiek, poprzednik Jezusa przyszedł po to, aby wskazać Zbawiciela –« Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata (…) daję świadectwo, że On jest Synem Bożym». (por. J 1, 29-34)
To słowo ŚWIADECTWO stało się też szczególną myślą dzisiejszej mszy świętej za Ojczyznę. W tym tygodniu, w czwartek przypadnie 163 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Ksiądz Ariel przytoczył słowa jednego z młodych powstańców, który ruszył wtedy do boju, walcząc o wolność. Był nim młody szlachcic spod krakowskiej Igołomi Adam Chmielowski herbu Jastrzębiec, który tak opisywał swój udział w walce:
„Naraz czuję jakby silne uderzenie kijem w nogę, nawet niezbyt bolesne, ale mnie od razu powaliło na ziemię. Leżę więc na piasku […] bez bólu, bez władzy i możności ruchu. Strzały nie ustają, widocznie sobie upodobały to miejsce. Kule gęsto padają, każda wbija się w piasek i podnosi małą fontannę. Bawię się tym widokiem, jak dzieciak, rzucający kamieniem na wodę. Tu bęc, tam bęc, i piasek odskakuje. Nie myślę o niczym, ani się modlę, ani nawet przypuszczam, że mnie któraś trafić może. Tylko wypatruję nowych wytrysków piasku; pewnie tu, pewnie tam! W jakiej powieści rozpisałby się poeta na paru kartkach o uczuciach odwagi czy rozpaczy takiego młodego bohatera, narażonego na śmierć, ale w rzeczywistości to nic podobnego. Nie odczuwam osamotnienia, nie zdaję sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Jak to długo trwało? Nie wiem. Sprzykrzyło się Moskalom i strzelać przestali. Zacząłem się nudzić i rozmyślać, czy przyjdzie kto po mnie? I kiedy? Dopiero jak nadeszli koledzy i zabrali się do dźwigania mnie, poczułem tak silny ból, że się szablą broniłem przed ich ratunkiem. Zanieśli mnie na płaszczach do chaty w lesie. Opatrunek […] był również bolesny. Mała niska chata, baba przerażona najściem niebezpiecznych gości nie wzbraniała jednak umieszczenia rannego na jedynym barłogu. Bardzo to wszystko stylowo było dobrane. Koledzy dbali o mnie, wszystko było pięknie, tylko noga, zamiast się goić, rwała coraz bardziej, przyszła silna gorączka. Mroczna chata z maleńkim oknem, cienie kolegów w kurtkach powstańczych, obraz święty na okopconej ścianie, ognisko, kłęby dymu, wszystko to układało się w mojej głowie jak charakterystyczne zwidzenia. Jaki też Bóg cierpliwy na głupotę ludzką! Przypuszczałem, że umrę, ale ciągle jedynie snułem piękne obrazy, nie myśląc nic o wieczności, ani o duszy, tylko o stronie poetycznej i bohaterskiej. Moi koledzy podobnie – troszczyli się o mnie, ratowali jak mogli, lecz prócz nieumiejętnego leczenia ciała, nic więcej nie obmyślili. Jedynie ta prosta zastrachana baba, istotną wartość rzeczy umiała ocenić; ona jedna spośród nas pomyślała o ratunku duszy. Może księdza sprowadzić? – zapytała, widząc mnie coraz słabszego. Bardzo mi się ta myśl spodobała”.
To wspomnienia człowieka, którego my znamy jako brata Alberta. To człowiek, o którym Karol Wojtyła powiedział, że w Powstaniu Styczniowym uzyskał wyjątkowy stygmat – stracił nogę. To człowiek, który później po swoim nawróceniu zaczął służyć Chrystusowi. Najpierw złożył swoje młode w życie w ofierze za wolność ojczyzny, ale w czasie tej walki spotkał człowieka, który jak Jan Chrzciciel wskazał mu „Baranka Bożego”. To była kobieta, którą nazwał „wystraszoną babą z wiejskiej chaty”, która mimo obaw przyjęła go do domu. I to ona wezwała księdza… Później on, brat Albert na drogach swojego życia, aż po wigilię Bożego Narodzenia w 1916 roku (data jego śmierci) stał się takim Janem Chrzcicielem dla wielu pogubionych ludzi, których znajdował na ulicach Krakowa To im dawał świadectwo o Jezusie. Uczestnicząc dziś we mszy świętej, która jest ofiarą Bożego Baranka, która nas ocala i zbawia chcemy uczyć się tej logiki ofiary, uczyć się poświęcenia dla Boga i dla drugiego człowieka, dla dobra wspólnego. chcemy uczyć się także tego jak wskazywać na to, co w życiu najistotniejsze – byliśmy tak jak ta kobieta z wiejskiej chaty umieli realnie i rzeczywiście widzieć prawdę, jej najgłębszą istotę i nigdy nie zapomnieli najważniejszego zadania w naszym życiu jakim jest wskazać innym drogę do Jezusa do spotkania z Nim.


Po Mszy Świętej zebrani udali się pod kaplicę świętego Urbana, gdzie umieszczono pamiątkową tablicę poświęconą pamięci Powstania Styczniowego. Delegacje złożyły wiązanki biało-czerwonych kwiatów.










